DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI – Styczeń 2019

Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

Relacja ze sto dwunastego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 19.01.2019r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 10 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce „Zgiełk czasu” Juliana Barnes’a.
I kolejny rok przed rawskimi miłośnikami dyskusji o książkach, mam nadzieję, że będzie udany a w nasze ręce będą trafiały tylko dobre książki które staną się znakomitym źródłem do pasjonującej rozmowy. Czego w imieniu rawskiego DKK i Wam życzę.
Książka która otworzyła spotkania w 2019 roku w rawskim DKK to historia życia Dymitra Szostakowicza, rosyjskiego kompozytora, pianisty i pedagoga, który żył w latach 1906-1975 i jest przez wielu uważany za najwybitniejszego symfonika XX wieku. Zderzenie sztuki z władzą. Życie w Związku Radzieckim od czasów porewolucyjnych, przez stalinowskie do lat siedemdziesiątych minionego wieku. Absurdy, obawy, łaska i niełaska partii komunistycznej i jej władzy. Obawy przed emigracją ale i chyba przed utratą pewnego statutu. Barnes w bardzo ciekawy i interesujący sposób wciąga czytelnika w te czasy na podstawie niby autobiografii znanego kompozytora. Całość czyta się bardzo dobrze ale kolejny raz, na co zwrócili uwagę klubowicze, poznajemy ten świat z punku widzenia osoby z panteonu, sytuowanej i na pozycji uprzywilejowanej. Choć i te osoby nie były nigdy do końca pewne swojego losu. Reasumując, książka wciągająca, interesująca, dobrze napisana i z pewnością godna uwagi, polecamy 🙂 !!!
Spotkanie trwało ponad trzy godziny.
Kolejne spotkanie zaplanowane 23 lutego 2019 r., sobota o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce „Stróże” Jakuba Ćwieka. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy!!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho



 

Lekcja prawdziwej równości czyli Zgiełk czasu Juliana Barnesa

„Zgiełk czasu”

Julian Patrick Barnes

Lekturą stycznia 2019 w Rawskim Dyskusyjnym Klubie Książki była powieść współczesnego angielskiego pisarza, publicysty i krytyka literackiego Juliana Barnesa Zgiełk czasu opowiadająca o meandrach życia osobistego i kariery Dmitrija Dmitrijewicza Szostakowicza, (oryg. ), rosyjskiego kompozytora, pianisty i pedagoga, który żył w latach 1906-1975 i jest przez wielu uważany za najwybitniejszego symfonika XX wieku.
Książkę otwiera prolog ze scenką z radzieckiego dworca kolejowego w czasie wielkiej wojny ojczyźnianej. Początkowo wydaje się ona bez związku z właściwą tematyką dzieła. Sensu nabiera w miarę zagłębiania się w materię powieści, ale muszę zaznaczyć, że dla mnie i tak sprawia ten element wrażenie sztucznie dodanego ozdobnika nie do końca korespondującego z ogólnie rozumianą konstrukcją utworu. Właściwa opowieść rozpoczyna się mocnym obrazem z maja 1937, w którym trzydziestoletni mężczyzna stoi przez całą noc przy drzwiach windy jednego z bloków mieszkalnych w Leningradzie. Stoi, gdyż podejrzewa, że mogą po niego przyjść, a chce zaoszczędzić rodzinie traumy związanej z aresztowaniem go przez służbę bezpieczeństwa i wywleczeniem go z mieszkania. Nie jest zresztą jedynym takim staczem.
Po rozpoczęciu lektury czytelnik nie od razu się orientuje, że chodzi o TEGO Dmitrija Dmitrijewicza. Nie poznajemy życiorysu protagonisty chronologicznie, a jego nazwisko pada dość późno, więc to, jak szybko zorientujemy się who is who, zależy w dużej mierze od naszej umiejętności kojarzenia oraz orientacji w muzyce i historii.
Pierwszym przychodzącym na myśl kierunkiem interpretacji Zgiełku czasu jest zderzenie Wolności, przede wszystkim Wolności Sztuki, z Władzą. Ja jednak z takim sposobem odczytania powieści bym polemizował, gdyż Sztuka nigdy nie jest wolna od nacisków. Jak pokazują dzieje i teraźniejszość, ekonomiczne oraz socjologiczne mechanizmy nacisku okazują się być może bardziej skuteczne niż najbardziej nawet drobiazgowa cenzura i najokrutniejsza dyktatura. Dla mnie lektura Zgiełku to przede wszystkim studium sprzedania się, kolaboracji z władzą, którą się potępia, tchórzostwa i samozakłamania, którego szczytem jest przewrotne, niczym z podręcznika sowieckiego agenta wpływu, stwierdzenie iż łatwiej być bohaterem niż tchórzem, gdyż bohaterstwo jest znacznie łatwiejsze. Żeby być bohaterem, trzeba wykazać się tylko chwilą odwagi kiedy wyciąga się broń, zrzuca bombę, wciska przycisk detonatora, likwiduje się dyktatora, a także samego siebie. Tchórzostwo zaś to kariera na całe życie. Nigdy nie można się odprężyć. Należy umieć przewidzieć następną sytuację, kiedy trzeba się będzie usprawiedliwiać, wahać, płaszczyć, zapoznać na nowo ze smakiem butów i stanem swojej nędznej upadłej duszy. Tchórzostwo wymaga nieustępliwości, wytrwałości, niechęci do zmiany co w pewien sposób czyni z niego rodzaj odwagi.
Oczywiście jest to wszystko obleczone w pozory ironii, ale chyba zbyt wielu czytelników przyjmuje to rozumowanie na poważnie i je przyswaja jako element swojej moralności.
Historia Szostakowicza to również piękna ilustracja starego powiedzenia, że wiele jest schodów prowadzących do piekła. O ile strome i proste często, zwłaszcza u ostrożniejszych, powodują uzmysłowienie sobie, co czeka na ich końcu i zawrócenie na drogę dobra, o tyle wygodne, pełne zakrętów i półpięter, wymagające tylko drobnych kroczków, sprawiają, że bardzo łatwo się na nie wchodzi, a gdy się zobaczy, dokąd prowadzą, jest już za późno.
Zawsze, gdy biorę do ręki książkę pióra Anglosasa, czy szerzej, człowieka Zachodu, a traktującą o Rosji, zwłaszcza Rosji Sowieckiej, to mam wielkie obawy, iż będą to, pomijając być może pewne ogólnie znane fakty, same bzdury. Tymczasem Barnes zaskoczył mnie na tyle pozytywnie, że Zgiełk czasu mogę z pełnym przekonaniem polecić wszystkim tym, którzy mówią, że PRL, zwłaszcza w końcowym okresie swej ewolucji, to była jakaś komuna, terror czy okupacja Polski przez ZSRR. Jeśli u nas była komuna, to co było za Bugiem?
Jak w każdej dobrej książce, tak i w tej znajdziemy perełki; choćby tą, że hasłem lewactwo jako jeden z pierwszych szermował nie kto inny, jak… Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili (Stalin). To wyraziście pokazuje, iż szufladkowanie i postrzeganie świata oraz ludzi poprzez etykietki jest odmóżdżające i uniemożliwia dostrzeżenie prawdziwego obrazu rzeczywistości. O tym, że Julian Barnes perfekcyjnie wczuł się w klimaty ze wschodu może świadczyć przewrotna refleksja, która może się wzbudzić w czytelniku, zresztą w sposób najpewniej przez autora całkiem niezamierzony. Otóż można odnieść karkołomne z pozoru wrażenie, iż naprawdę Rosja komunistyczna, zwłaszcza Rosja Stalina, była ikoną równości i wolności. Nikt, niezależnie od władzy i układów, nie mógł być pewien dnia ani godziny. Przekonał się zresztą o tym i sam Józef Słońce Narodów. Taka lekcja prawdziwej równości. Na tym tle dzisiejsza demokracja, w której część ludzi jest ponad prawem i posiada władzę bez żadnej odpowiedzialności, a prawa całej reszty w dowolnej chwili można łamać, zwłaszcza od czasu wynalezienia magicznego guzika z napisem terroryzm, jawi się nie do końca tak, jak byśmy chcieli.
Wydźwięk moralny Zgiełku czasu uważam za wypaczony i szkodliwy, zwłaszcza dla polskiego i zachodniego czytelnika, który nie zauważa, że koszty sprzeciwu wobec władzy w ZSRR były nieporównanie wyższe niż w takim na przykład PRL. Wielu czytelników uważa, że kolaboracja z władzą i niemoralność są usprawiedliwione; nie chcą przyjąć do wiadomości, że co innego ugiąć się wobec realnego, podkreślam realnego, zagrożenia śmiercią, a co innego sprzedać za przydział na większe mieszkanie, lepsze stanowisko, dodatek do pensji czy wianek papieru toaletowego.
Po tej książce muszę też stwierdzić, iż wielka szkoda, że bohaterami książek o Rosji Radzieckiej są zwykle ludzie w taki czy inny sposób uprzywilejowani. Nie tylko jak Szostakowicz, wielki muzyk, który sprzedał się za limuzynę z kierowcą i inne profity. Nawet Archipelag Gułag to upiększona wizja radzieckiego komunizmu. Prawdziwy obraz, to byłaby na przykład Ukraina w czasie wielkiego głodu. No, ale pomarzyć można.
Większości klubowiczów lektura stycznia się spodobała i ja też muszę stwierdzić, że choć mnie nie porwała, to przeczytałem ją z zainteresowaniem. Ponieważ jednak poza wspomnianymi wcześniej mankamentami mam również uwagi co do stylu polskiej wersji językowej, który daleki jest od ideału, nie mogę powiedzieć, że tę książkę polecam. Poza oczywiście tym szczególnym przypadkiem, o którym już wyżej pisałem.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie

Projektowanie stron Piotrków: AdrianGrzybek.pl