DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI – Styczeń 2020

Witam !!!

Relacja ze sto dwudziestego drugiego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 25.01.2020r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 11 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce Ferdydurke której autorem jest Witold Gombrowicz.
Przed nami kolejny, miejmy nadzieję wspaniały rok ze znakomitymi książkami, czego sobie i Wam życzę. Rozpoczęliśmy od lektury dosłownie i w przenośni, przenieśliśmy się do szkolnych ław, tak za sprawą książki jak i wspomnień. No i mam nadzieję, że nikt na spotkaniu nie przybrał żadnej „gęby”. Tak, są książki do których po prostu warto wracać i taką książką jest niewątpliwie „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza.
Na początek ciekawostka i może małe zaskoczenie, okazało się bowiem, iż nie wszyscy klubowicze czytali wcześniej Ferdydurke jako lekturę szkolną. Lecz jak to się mówi, nie ma tego złego i lepiej późno niż wcale ;-). Przyznam się, że myślałem o powrocie do tej powieści od dłuższego czasu. Efektem tego pomysłu było to, że jeszcze postanowiłem „uszczęśliwić” moich kochanych klubowiczy. Jak się okazało Gombrowicz podzielił uczestników spotkania, jednym sprawił ponowną radość a dla innych powrócił niczym koszmar z lat młodości. Dwanaście osób które brało udział w spotkaniu, podzieliło się równo na dwa obozy. Sześć osób uznało, że im się nie podobało lub przebrnęli trochę na siłę. Kolejna szóstka była zachwycona. Efektem tego była naprawdę pasjonująca dyskusja. Moim skromnym zdaniem (należałem do zachwyconej szóstki) do tej, ale i innych książek Gombrowicza warto wracać, z perspektywy czasu odkrywają one przed nami swoje kolejne, wcześniej może pominięte lub niezrozumiałe wątki. Warsztat pisarski autora jest znakomity a jego zabawa słowem to literacki majstersztyk. Reasumując, jak napisał Radek w swojej recenzji „Gombrowicza można albo kochać, albo nienawidzić”- co pokazały rozbieżne opinie na spotkaniu.
Ja uważam, że Gombrowicz wielkim pisarzem był 😉
Spotkanie trwało pand trzy godziny.
Kolejne spotkanie zaplanowane jest 22.02.2020r., oczywiście sobota, godzina 15:00. Porozmawiamy o książce pod tytułem „Buszujący w zbożu” której autorem jest Jerome Salinger. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho

 

Ferdydurke

Witold Gombrowicz

Rawski Dyskusyjny Klub Książki przywitał nowy rok 2020 ambitną książką, czyli powieścią Ferdydurke pióra Witolda Gombrowicza. Dla części naszego grona było to przypomnienie lektury szkolnej, dla pozostałych, w tym dla mnie, pierwsze spotkanie z tym dziełem zaliczanym do klasyki literatury polskiej a nawet światowej.
Protagonistą utworu jest trzydziestoletni literat Józio Kowalski, który niespodziewanie zostaje cofnięty do klasy gimnazjalnej, przy czym o ile zachowuje świadomość swojego prawdziwego wieku, to przez otoczenie jest postrzegany jako gimnazjalista. Co dalej nie będę zdradzał tym, którzy jeszcze nie czytali, by nie zepsuć tej odrobiny ciekawości, którą wzbudzić może w czytelniku niezbyt rozbudowana fabuła powieści.
Niezbyt rozbudowana fabuła wcale nie oznacza nierozbudowanego dzieła. Ferdydurke zawiera w sobie ogrom treści wsparty bogactwem języka i mistrzostwem stylu. Mimo tego jednak, książka wzbudziła we mnie ambiwalentne uczucia.
Z jednej strony, przez cały czas, od pierwszej do ostatniej stronicy, przyjemność sprawiał mi doskonały warsztat Gombrowicza, a zwłaszcza żonglowanie i do dziś awangardowe posługiwanie się słowem. Doceniłem również ważkość problemów filozoficznych i obserwacji społecznych, które znajdziemy w Ferdydurke. Z drugiej jednak strony, skoro jak twierdzą dziś mniej więcej zgodnie wszyscy krytycy, fabuła jest tylko pretekstem do rozważań o formowaniu się człowieka, o wpływie otoczenia na jego ja, to po co było nadawać dziełu formę, która prowokuje wielokrotnie cisnące się na usta pytanie Co artysta miał na myśli? Jestem gorącym zwolennikiem postulatu Słowackiego, aby język giętki, powiedział wszystko, co pomyśli głowa. Nie przypuszczam, by Gombrowiczowi nie stawało talentu literackiego, by temu sprostać, więc obstawiałbym tezę, iż taka a nie inna forma dzieła wynika z takiego a nie innego stanu przemyśleń autora. Tylko tak chyba można wytłumaczyć fakt, że problemy, które dzisiejszy socjolog czy filozof wyłuszczyłby przejrzyście na kilku maksymalnie kartkach, Gombrowiczowi zajęły cały tom i w dodatku ubrał je w taką formę, iż całość może się okazać niestrawna, lub wręcz niezrozumiała, nie tylko dla początkującego czytelnika, ale nawet dla naprawdę inteligentnych, oczytanych ludzi o szerokich horyzontach, nie tylko literackich. Do dzisiaj zresztą różne aspekty dzieła, od tytułu poczynając, są tematem dyskusji specjalistów i licznych prac naukowych, co zresztą jest dla mnie wielce interesującym przyczynkiem do rozważań o potrzebie istnienia takich specjalistów czy wartości takich prac doktorskich, w zestawieniu chociażby z osiągnięciami nauk ścisłych. Ma ta powieść jakieś powinowactwo ze sztuką nowoczesną, której nikt nie chciałby oglądać na oczy, gdyby zawodowi krytycy nie orzekli, że to Sztuka, za czym idą nagrody i liczne zera na metkach, a której powstanie nie bez przyczyny jest skorelowane w czasie z pojawieniem się takich zawodów jak krytyk sztuki, literatury, itd. No, ale to taka trochę dygresja, więc wracajmy do meritum.
Przy ocenie tej powieści trzeba w moim odczuciu brać też pod uwagę upływ czasu, który zmienił wszystko. Zmieniła się drastycznie nawet rola i waga formy w życiu społecznym i literaturze, której głównie Ferdydurke jest poświęcona. Cudownie interesujące obserwacje z realiów polskiego międzywojennego ziemiaństwa zderzone ze zwyczajami ówczesnych większych miast są perełką dla osób zainteresowanych historią, głównie społeczną lub socjologią. Część odbiorców może ich jednak nawet nie zauważyć, gdyż to wszystko już przeminęło z wiatrem. Te różne aspekty zestawione razem, a więc trudności interpretacyjne (które wcale nie muszą być wadą), specyficzny styl, do dzisiaj aż nazbyt dla wielu awangardowy, mistrzostwo warsztatu oraz specyficzna tematyka na styku socjologii, filozofii i jeszcze pewnie kilku innych aspektów sprawia, iż jak to ktoś powiedział Gombrowicza można albo kochać, albo nienawidzić. Potwierdzają to ekstremalnie i symetrycznie rozbieżnie oceny i w serwisach poświęconych literaturze, zarówno krajowych jak zagranicznych, i oceny w naszym klubie.
Nie sposób nie wspomnieć o pewnej refleksji, która mnie naszła w trakcie lektury. Mieliśmy w klubie do dyspozycji dwa różne wydania. Choć w książce roi się od wstawek obcojęzycznych, to w obu wypadkach brak przypisów z ich tłumaczeniem! A przypomnijmy, że to są lektury szkolne (na szczęście tylko okresowo są w kanonie, gdyż moim zdaniem zmuszanie uczniów gimnazjum czy nawet liceum do takiej lektury jest nieporozumieniem). Wiele mówi to o podejściu do Ferdydurke samych wydawców i o tym, czego się wydawca po czytelniku spodziewa. Bo chyba nie spodziewa się, że ktoś będzie się uczył łaciny i francuskiego by poznać jedną książkę napisaną zasadniczo po polsku? Nie wspomnę też, że mówi to wiele o szacunku wydawców do czytelnika w ogóle, czy wręcz po prostu o kulturze.
Powiem szczerze, że nie mogę polecić Ferdydurke tym, którzy jeszcze tej powieści nie poznali. Czasu poświęconego na jej przeczytanie absolutnie nie uważam za stracony, ale o ile w jednych aspektach mnie zachwyciła, o tyle w innych znużyła lub nawet momentami zniechęciła. Do tego mam świadomość, że jak pokazują wspomniane notowania, tylko połowie z Was dzieło to się spodoba.
Tym, którzy nie mogą Ferdydyrke z tych czy innych powodów strawić, powiem, iż nie są przez to wcale gorsi. A tym, którzy ją uwielbiają i nie rozumieją, jak można jej nie docenić, zadedykuję ostatnie słowa powieści:
Koniec i bomba
A kto czytał, ten trąba!

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie

18.02.2020r.

Projekt i wykonanie AdrianGrzybek.pl